środa, 13 maja 2015

2 Dzieci deszczu

 Podczas kiedy nasi bohaterowie bili się z własnymi myślami, próbując zasnąć, do hotelu weszło trzech mężczyzn. Pierwszy był wysoki, zadbany i nieziemsko przystojny. Mimo to wyglądał nader groźnie, a chłód bił od jego niebieskich oczu. Pozostali dwaj towarzysze to także wysocy (ale nie aż tak jak ten pierwszy) mężczyźni, z ciemnymi oczami i takimi samymi włosami. Wszyscy byli ubranie w ciężkie buty i długie ciemnozielone płaszcze. Pierwszy mężczyzna podszedł do lady i zadzwonił małym dzwoneczkiem. Grubemu recepcjoniście na widok nowych gości mało serce ze strachu nie wyskoczyło.

-Czego mogą chcieć tym razem?- Wymruczał pod nosem. Jednak już nie zwlekając dłużej podszedł do mężczyzn.

-Co tym razem chce ode mnie pan Goro?

-Nie udawaj, że nie wiesz ty tłusta świnio. Mów szybko czy nie przyszedł tu ktoś nowy i ciekawy. Poszukujemy nowych twarzyczek.- Słowa brzmiały ostro, wydawałoby się, że zaraz potną naszego recepcjonistę na małe kawałeczki.

-A przyszli, niedawno. Taka pyskata dziewczyna, z drobnym chłopaczkiem. Nawet ładny, blada cera, czarne włosy i taki chudziutki. Powinien wam się spodobać.

-To prowadź moja szyneczko do tych bachorów. Jestem pewny, że nigdy ojca na oczy nie widzieli, to przyda im się surowe wychowanie.- Po tych słowach recepcjonista szybko wyszedł zza lady, i poszedł w stronę schodów. Oczywiście Goro i jego dwaj napakowani towarzysze ruszyli tuż za nim. Nawet im przeszkadzał smród ciągnący się za grubym mężczyzną .

-Umyłbyś się wreszcie może, coo?- warknął zdegustowany mężczyzna. Narzucił jeszcze szyprze tempo aby nie musieć zbyt długo wąchać jakże miłych zapachów. Kiedy już stanęli na trzecim piętrze i przeszli do odpowiedniego korytarza, Goro spławił szybko swojego przewodnika.

-Mów pod którym numerem są i spierdalaj stąd.- Warknął, i spojrzał takim wzrokiem na  recepcjonistę, że temu w gardle zaschło. Więc trochę zeszło mu, zanim wydukał z siebie odpowiedni numer.
 
  Tę wspaniałą rozmowę usłyszeli nikt inny jak nasi mali bohaterowie. Oboje otworzyli oczy i spojrzeli na siebie ze strachem. Maia modliła się, żeby w dalszej części dialogu nie usłyszeć numeru ich pokoju. Nagle przez drzwi przebiło się niepewne:

-Pokój 56..

-Maia, to nasz pokój! Co tu się dzieje, dlaczego ktoś nas szuka!- W głosie Jiro było słychać strach. Dziewczyna popatrzyła na niego i aż jej się żal zrobiło swojego przyjaciela. Sama też się bała, wiedziała, że jeżeli przyjdą tu jacyś napakowani kolesie to nie uda jej się ich ochronić. W terenie, może jeszcze by dała radę, ale w tak ciasnym pokoju nic nie zdziała.

-Uspokój się. Może to następni goście a temu grubasowi zapomniało się, że my tutaj śpimy.- Dziewczyna starała się załagodzić sytuację, ale sama nie bardzo wierzyła w swoje słowa. Nagle usłyszeli ciężkie kroki i to na pewno nie jednej osoby. Oboje wstrzymali oddech.

-Choćby nie wiem co się stało, nie krzycz. Najlepiej się nie ruszaj dopóki nie powiem ci, że masz uciekać.- Wyszeptała do chłopaka i nakryła obojga kołdrą, aż po sam czubek głowy. Jakby to miało ich ochronić.

Kroki były coraz głośniejsze aż ucichły. Ktoś złapał za klamkę ale drzwi były zamknięte. Słychać było dwa kroki i głośny huk wywarzanych drzwi. Na ten odgłos dziewczyna wyskoczyła spod kołdry i wywrzeszczała:

-Nie widać, że pokój już jest zajęty, chamy!- Starała się brzmieć groźnie. Ale odzewem na jej słowa był tylko drwiący śmiech.

-Serio jesteś pyskata. Do niczego nam się nie przydasz tak więc, panowie odprowadźcie ta młodą damę do wyjścia.- Po tych słowach mężczyźni podeszli do dziewczyny, podnieśli ją zanim zdążyła cokolwiek zrobić. Otworzyli spokojnie okno po czym po prostu wyrzucili dziewczynę przez nie. Jakby ktoś nie pamiętał to nasi bohaterowie byli właśnie na trzecim piętrze. Po krótkiej chwili było słychać takie ciche łub. Nawet jeżeli dziewczyna przeżyła, to nie wyszła z tego cało.

-No teraz nam nikt nie przeszkodzi.- Po tych słowach Goro podszedł do łózka i zdarł z niego kołdrę. odkryty Jori leżał jak kłoda z zamkniętymi oczami.

-Mam uciekać? Nie chyba nie, Maia mówiła, że mi powie kiedy mam to zrobić. Ale oni wyrzucili ją przez okno, wiec jak niby miała mi to powiedzie?! Więc chyba czas na ucieczkę- Chłopak bił się w myślach z samym sobą. Kiedy w końcu postanowił uciec to jego ciało odmówiło posłuszeństwa. I jedyne co mu się udało, to otworzyć oczy. Zobaczył nad sobą, wspaniałą twarz Goro i przez chwilę przestał się bać, bo jak ktoś tak wręcz piękny może mu zrobić krzywdę.

-Debilu, on wyrzucił Maię, ciebie zaraz tez skrzywdzi!- Przemówił do niego jego głos rozsądku. Dopiero teraz spojrzał w oczy mężczyzny i zląkł się nie na żarty. Chłodny wzrok pożerał jego całego a usta wykrzywiły się w wrednym uśmieszku.

-O tak, wspaniale, wręcz cudownie. Będzie miła zabawa.- Głos nadal był ostry i prawie że kaleczył uszy Jiro. Jego przyszły oprawca usiadł na łóżku obok niego zapytał się:

-Pieprzył cie już ktoś kiedyś, hmm?

Oczywiście odzewem była cisza oraz wielki rumieniec na twarzy chłopaka. Nie potrafił spojrzeć na Goro po tych obrzydliwych słowach. Zacisną mocno oczy i modlił się, żeby ta historia nie skończyła się tak jak przewidywał. Poczuł chłodną rękę, która złapała go za podbródek i poczuł szrpnięcie głowy. Z wrażenia aż otworzył oczy i znów ujrzał twarz tego zboczeńca.

-Patrz na mnie kiedy do ciebie, mówię. Z twojej reakcji widzę, że jesteś dziewicą nie tylko ciałem ale i umysłem. To dobrze będzie lepsza zabawa.- Po tych słowach kiwną na jednego ze swoich towarzyszy i wstał. Po chwili w polu widzenia chłopaka pojawia się następna, groźnie wyglądająca twarz, lecz tym razem oczy nie wyrażały niczego. To przeraziło chłopaka jeszcze bardziej. Nagle zauważył jakąś strzykawkę i teraz to całkiem nie wytrzymał. Na widok igły zemdlał.

-Szefie, on chyba zemdlał..- wyamrotał zdezorientowany mężczyzna. Jeszcze mu się nigdy nie wydarzyło aby ktoś stracił przytomność na sam widok igły. Usłyszał prychnięcie a zaraz po niej odpowiedz.

-Czy to ważne czy zemdlał czy odleciał po narkotyku? Nie, ważne jest te, że jest nie przytomny. No już bierzcie go i wychodzimy stad. Ten smród jest do niewytrzymania.

 Drugi z mężczyzn przerzucił sobie biednego Jiro przez ramię i zmierzali do wyjścia z tego paskudnego hotelu. Kiedy byli już na zewnątrz przeszli obok leżącej w błocie Mai, a jeden z nich szturchną dziewczynę butem aby sprawdzić czy przeżyła. Nie poruszyła się, więc odszedł spokojnym krokiem, pomógł swojemu koledze zapakować chłopaka do bagażnika i ruszyli z piskiem do swojego miasta.

Dopiero kiedy samochód zniknął z pola widzenia do leżącej dziewczyny doszło, że ktoś ją zaczepiał. Otworzyła z niechęcią oczy i próbowała przypomnieć sobie gdzie jest. Przez chwilę czuła tylko pustkę, ale nagle obrazy zaczęły wyskakiwać jej przed oczy. Hotel, dziwna rozmowa, wyłamane drzwi a za chwilę okno ii o matko boska, co się stało z Jiro. Po tej myśli skoczyła szybko na równe nogi ale zaraz znou wylądowała na ziemi z kurewskim bólem lewej nogi. Spojrzała na nią i na swoje zdziwienie zobaczyła dwie błyszczące w swietle białe kości, poszarpaną skórę oraz mnóstwo krwi na spodniach. Świetnie, złamanie otwarte. I dopiero po chwili doszedł do niej cały ból więc zaczęła wrzeszczeć na całe gardło, żeby ktoś jej pomógł. Z hotelu wyskoczył średniego wzrostu mężczyzna i staną nad dziewczyną. Nie musiał pytać co jej jest, sam zauważył. Złapał dziewczynę i szybko podniósł na ręce. Jednak ból w noce był tak silny, że Maia znowu straciła świadomość ze światem.

wtorek, 12 maja 2015

1 Dzieci deszczu

  Krople deszczu opadały na jej twarz, coraz bardziej przyklejając pasemka włosów do jej twarzy. Ciągneła za sobą czarnowłosego chłopca. Szła szybko, a jej buty zatapiały się w błcie. Przy każdym oderwaniu stopy, słychać było charakterystyczny plusk, który przyprawiał biednego Jiro o odruchy wymiotne. Jiro był wątłym chłopakiem bez większych szans na przezycie w tym brutalnym swiecie. Trwała wojna i bezprawie, a tacy jak on byli najczęstszymi ofiarami tej chorej sytuacji. Więc jak to się stało że Jiro jeszcze żyje i praktycznie nic mu nie jest? A to jest zasługa tej młodej damy, która go prowadzi, a na imie ma Mai. Była odważniejsza i silniejsza od swojego przyjaciela. I do tego zawsze się o niego troszczyła, żeby zawsze wychodził cało z wszelkich opresji. Biednemu chłopakowi już brakowało siły i zaczął marudzić.

-Mai, musimy tak szybko iść. I w ogóle gdzie ty nas ciągniesz, nie możemy się już zatrzymać?- Zaskomlał chłopak. Niebieskowłosa dziewczyna szybko się odwróciła do niego i zmierzyła go karcącym spojrzeniem.

-Chcesz się zatrzymać, proszę bardzo. Ale jak przyczepi się do ciebie jakiś zboczeniec to nie wołaj mnie na ratunek, jak to masz w zwyczaju. A po za tym to gdzie ty chcesz spędzić noc? Tutaj, na tym deszczu? Mało ci chorób?- Na te słowa chłopak spochmurniał, i odpowiedział cichutko.

-Nie, możemy już iść.

-Zginął bys bezemnie, wiesz?

Biedny Jiro nie był w stanie nawet spojrzał na swoją przyjaciółkę.
Był mężczyzną, a wcale na takiego nie wyglądał, a tym bardziej się tak nie czuł. Wstydził się tego jaki jest, i że ciągle musi polegać na Maii. Kiwną tylko lekko głową na tak, i po chwili znów poczuł szarpniecię ręki. Starał się nadążać za swoja przyjaciółką, ale słabo mu to wychodziło. po prostu dał się ciągnać. Szli tak jeszcze z dobrą godzinę, Kiedy nagle się zatrzymali.

-I jak? usłyszał głoś Maii. Podniósł głowę i ujrzał wysoki, prawie że rozlatujący się budynek. Chyba nie będą tu spać, nie da rady tu nawet zamknąć oka.

-No proszę cię chyba nie będziemy tu spać? Przecież tu jest strasznie!

-Oczywiście, że będziemy. To jedyny hotel w tym kurwidołku, a jeżeli tobie się nie podoba to znajdź sobie coś lepszego.

 Po tych słowach puściła reke chłopaka i ruszyła w kierunku drzwi do hotelu. Oczywiście biedny Jiro ruszył za nią całkiem zdezorientowany, nie miał ochoty zostawać sam, choćby przez chwile w tym chorym swiecie. Wszedł do hotelu i pierwsze co poczuł to smród poty, zepsutego jedzenia i czegoś jeszcze, czego on bynajmniej nie znał. Mieszanka ta była powalająca, ale chłopak zacisną pięści i wszedł dalej szukając wzrokiem swojej przyjaciółki. Maia stała już przy ladzie czekając na recepcjonistkę.

-O, jednak przyszedłeś. Dobry wybór, gratuluję.-Powiedziała z przekasem.

-No nie wiem czy taki dobry, strasznie tu śmierdzi i wogóle  brudno tu jest.-Zaskomlał zniesmaczony. W sumie przy jego charakterze zawsze mu coś nie pasowało i jedyne co mówił, to tylko swoje żale.

-Jakby to był hotel pięcio gwiazdkowy, to też byś tak marudził?

-Nie wiem, ale przyznaj, że temu brudasowi daleko do hotelu nawet z jedną gwiazdką.

-W czym mogę służyć?- Ich rozmowę przerwał ostry ton głosu. Kiedy oboje spojrzeli w jego kierunku ujrzeli niezbyt czystego (co pierwsze rzuciło się w oczy Jiro) grubego mężczyznę.

-Poproszę pokój jednoosobowy.- Rzuciła szybko Maia i spojrzała na bladego ze strachu przyjaciela.

-Na ile dni?

-Tylko tą noc.- Mężczyzna się już nic nie odzywał, wyjął kluczyk, wpisał jego numer na kartkę zalaną kawą, poczym podał go dziewczynie.

-Należy się 170 setro.

-170! Za takie warunki?- Teraz to dziewczyna była oburzona, 170 to kawał szmalu, a oni przecież muszą jeszcze z czegoś zyć.

-Jak się nie podoba to zapraszam do hotelu po drugiej stronie, tam będziecie mogli zapłacić w naturze.- Słowa te mężczyzna wypowiadał powoli i delektował się wyrazem twarzy swoich zaskoczonych klientów.

-Ależ nie, wszystko jest w porządku. Już płacę.

Podała mu dokładnie wyliczone pieniądze i wysłuchała poleceń jak dotrzeć do swojego pokoju. Łatwo nie było, budynek był strasznie wielki miał wiele korytarzy i niełatwo było się dostać do schodów, które to na każdym piętrze znajdowały w innym miejscu. Pokój mieli na trzecim piętrze i jak wielka była radość kiedy zobaczyli zbliżające się numery do numeru ich pokoju. Teraz to Jiro narzucił mordęcze tempo, obrzydzały go widoki nieumytych ludzi siedzących na korytarzach oraz obrzydliwe odgłosy wydobywające się z pokoi. Poczuł ulgę kiedy staną przed właściwymi drzwiami i z niemały zaskoczeniem zauważył, że dziewczyna została trochę w tyle.

-No proszę jednak potrafisz wykrzesić z siebie trochę energii, wystarczy cię tylko postraszyć brudem.

Dziewczyna uśmiechała się do chłopaka. Wiedziała, że on lubi porządek ale nie wiedziała, że tak panicznie boi się brudu.

-Taaa...

Jakoś nie miał ochoty rozmawiać o swoich fobiach. Usłyszał jak drzwi się otwierają iw szedł do małego, ciemnego pokoju. Stało tam jedno brudne łóżko, wyglądało jak szpitalne. Ciekawe ile osób na nim umarło? Sam się zaraz skarcił za takie myslenie, ale fakt faktem, że już całkiem znienawidził tej pryczy. Rozejrzał się dalej i jedyne co zauważył to małe, zakurzone okno, stolik i dwa krzesła, oraz szafa. Nie zabardzo mu się tu podobało, ale lepsze to niż ten obraz zza drzwi.

-Wygląda przyjaźnie, nie? Nie będziemy się tutaj myć, zbyt wielkie ryzyko. Przespimy się w ubraniach,  a jutro rano opuścimy ten pieprzony hotel. Może następny będzie lepszy.- usiadła na łóżku i poklepała miejsce obok.

-Wolałbym, nie spać w ogóle na tym łóżku.- Wykrzywił twarz z obrzydzenia.

-Posłuchaj, możesz spać na podłodze, ale ja ci radzę, połóż się i wyobraź sobie, że jest to jedno z najczystszych łóżek na świecie. Zresztą nie mamy czasu na takie gadki, kładź się i gasimy światło. Nie możemy zwracać na siebie uwagi.

 Po tych słowach pchnęła chłopaka w stronę łóżka a sama zgasiła światło. Sama się wsunęła pod kołdrę i przez chwilę patrzyła w czerń przed siebie. Dopioero po minucie zdoła dostrzec kontury twarzy Jirego, a po chwili zobaczyła jak chłopak dosłownie walczy z odruchem wymiotnym. Zrobiło jej się żal biedaka, pogładziła go ręka po włosach i powiedziała - Wiesz, że gdybym miała wybór to byśmy nie musieli tutaj zostawać. Obiecuję ci, że kiedy tylko znajdziemy się z dala od tej pieprzonej wojny to będziesz spać w najczystszym łóżku na jakim kiedykolwiek spałeś. A teraz przestań się nad sobą użalać i spróbuj po prostu zasnąć.- Po tych słowach oboje zamknęli oczy, ale żadno z nich nie mogło zasnąć. Maia wysłuchiwała choćby najmniejszego dźwięku który oznaczałby niebezpieczeństwo a Jiro ciągle walczył z chęcią zwymiotowania. W takim stanie oboje leżeli dobre dwie godziny. Zapowiadała się długa i ciężka noc, ale nasi bohaterowaie nawet nie wiedzieli jak bardzo.